Symfonia na la la la

Trochę czasu minęło od pamiętnego wieczoru w klubie Black Cat w Washington DC, gdzie z jakże szarmanckim kolegą Bartkiem wybraliśmy się, aby wysłuchać występu promującego nowe wydawnictwo "Everybody" Sea and Cake . Zarówno koncert jak i płyta bardzo sympatyczne, rzekłbym poprawne. Na mnie tego wieczoru niesamowite wrażenie zrobił zespół wydawany przez Sub Pop – szwedzi z Loney, Dear. Zaczęło się bardzo nieciekawie, bo od lekko przy kości blondyna, który wyszedł na scenę z gitarą i wydał z niej dźwieki jak Stare Dobre Małżeństwo ;))). Z biegiem czasu i kolejnych utworów było coraz lepiej, a ja byłem coraz bardziej oczarowany. Całość jeszcze długo, pisząc kolokwialnie, siedziała w mojej głowie, a występ określiłbym jako symfonia na la la la. Loney, Dear to jedno z ciekawszych odkryć minionego 2007 roku.

, 2/10/2008 02:25:00 PM Komentarze (0)

Komentarze (0)

Dodaj komentarz